Sonety Odeskie

WIDZENIE SIĘ W GAJU

"Tyżeś to? i tak późno?" - "Błędną miałem drogę,

Śród lasów, przy niepewnym księżyca promyku;

Tęskniłaś? myślisz o mnie?" - "Luby niewdzięczniku

Pytaj się, czy ja myśleć o czym innym mogę!"



"Pozwól uścisnąć dłonie, ucałować nogę.

Ty drżysz! czego?" - "Ja nie wiem; błądząc po gaiku

Lękam się szmeru liścia, nocnych ptaków krzyku;

Ach! musimy być winni, kiedy czujem trwogę".



"Spójrzyj mi w oczy, w czoło; nigdy z takim czołem

Nie idzie zbrodnia, trwoga nie patrzy tak śmiele.

Przebóg! jesteśmyż winni, że siedzimy społem?



"Wszak siedzę tak daleko, mówię tak niewiele,

I zabawiam się z tobą, mój ziemski aniele!

Jak gdybyś już niebieskim stała się aniołem".



V

Potępi nas świętoszek, rozpustnik wyśmieje,

Że chociaż samotnymi otoczeni ściany,

Chociaż ona tak młoda, ja tak zakochany,

Przecież ja oczy spuszczam, a ona łzy leje.



Ja bronię się ponętom, ona i nadzieje

Chce odstraszyć, co chwila brząkając kajdany,

Którymi ręce związał nam los opłakany.

Nie wiemy sami, co się w sercach naszych dzieje.



Jestże to ból? lub rozkosz? Gdy czuję ściśnienia

Twych dłoni, kiedy z ustek zachwycę płomienia,

Luba! czyż mogę temu dać imię cierpienia?



Ale kiedy się łzami nasze lica zroszą,

Gdy się ostatki życia w westchnieniach unoszą,

Luba! czyliż to mogę nazywać rozkoszą? 

 

 


W przypadku znalezienia błędu na stronie - prosimy o informację. kontakt


copyright © 2002 - 2010
www.Zaprasza.eu
oraz
Fundacja  Promocji  Kultury
Wszystkie prawa zastrzeżone