LXXVI - C

ANEKS

<b>TYMCZASEM</b>

I

Pokolenia przechodzą,

Mając gdzie stawić nogę;

Jeżli łany ogrodzą,

Zostawują choć drogę!



II

Przechodzą i epoki,

A czas liczy się na nie -

Lecz moje dni - odwłoki,

Lata moje - czekanie..



III

Cóż się już nie wracało,

Odką na ten świat patrzę? -

Rzeczywistością całą

Jestże entracte w teatrze?...



IV

Życie? - czy zgonu chwilką!

Młodość - czy dniem siwizny?...

A Ojczyzna - czy tylko

Jest t r a g e d i ą-o j c z y z n y...





------------------------------------------------------------



<b>PRACA</b>



I

"Pracować musisz" - głos ogromny woła -

Nie z p o t e m d ł o n i t w e j l u b t w e g o g r z b i e t u

(Bo prac początek, doprawdy, jest nie tu):

"Pracować musisz z potem twego CZOŁA!"





Bądź sobie, jak tam chcesz, r e a l n y m człekiem,

Nic nie poradzisz! twoje każde dzieło,

Choćby się z trudów herkulejskich wszczęło,

Niedopełnionem będzie i kalekiem;

Pokąd pojęcia pracy korzeń jeden

Nie trwa, dopóty wszystkie tracą zgoła;

Głos brzmi w twej piersi: "p o s t r a d a ł e m E d e n!"

Głos brzmi nad tobą: "p r a c u j z p o t e m c z o ł a."





Ekonomistów zbierz wszystkich i nagle

Spytaj ich, co jest pracy abecadłem?

Zacząć mam z czego? gdy na skałę wpadłem

Lub wiatr mię zdradził, zerwawszy pierw żagle,

Od czegóż zacząć? czy od d ł o n i p o t u?

Od r a m i o n p o t u?... gdy brak i narzędzi!...

Gdy otchłań wokoło, a ty - na krawędzi...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Zacznij ... by w g ł o w i e n i e b y ł o z a w r o t u;

Więc głos ogromny znów jak pierwej woła:

"Pracować musisz z potem twego CZOŁA!"



II

Najprostszy cieśla, co robi toporem,

Choćby on nie wiem jak był pracowity,

Chociażby cieśli tyryjskich był wzorem,

Jeżeli w duszy smutek ma ukryty

Lub trumnę robi, gdy dławi go żałość,

Łzy własne widząc w żelaza połysku,

W y r o b i ć m u s i p i e r w u m y s ł u s t a ł o ś ć,

Bez której nie ma siły - - nawet zysku!

- Więc prac początek, prac pierwsza litera

Nie to, co wasza dziś realna szkoła

Uczy - zarówno płytka, jak nieszczera -

"Pracować musisz zawsze z potem CZOŁA."





Spustoszonemu mów ty narodowi,

Niech się zbogaci jak można najprędzej,

A mając posag, resztę postanowi

D o-r y c h t o w a w s z y do onych pieniędzy;

Naucz, by jednym krokiem się przerzucał

Z h i s t o r i i-j a t e k krwawych do warsztatów;

N a u c z y s z, b y s i ę t a k ś m i a ł, j a k z a s m u c a ł -

Wybawisz naród... lecz automatów!





Będą tam, zamiast rozwinięcia rzeczy,

Takie, owakie fazy gorączkowe -

Po tej, c o t w i e r d z i, ta druga, c o p r z e c z y:

Obiedwie warte tyle, ile nowe!

I wszystkie razem w tym tylko zdradliwe,

Ze każdej naprzód zmierzona jest trwałość,

I wszystkim zawsze w końcu nieszczęśliwe:

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nie! - pracą pierwszą jest: u m y s ł u-s t a ł o ś ć!



III

Widziałem Indian dzikich w Ameryce

I wiem, w ojczyźnie własnej, wyszli na co,

Gdy pogardzili rzemiosłem i pracą;

Językiem mówiąc p o k o l e ń n i e ż y w y c h,

Mową, c o w w ł a s n e j s i ę s p ę t a ł a d u m i e,

P o d s t ę p n i e m i l c z ą c o p r a w d a c h d r a ź l i w y c h.

Dlatego że ich wyrażać nie umie;

Wiem, c z e m u j ę z y k s t r a c i l i i c z e m u

Rzucają włócznie do chmur ci nikczemni,

Ci heroiczni, a służący złemu,

Życiem obmierźli, uśmiechem przyjemni.

- Widziałem mężów z piórami na głowie,

Noszących tarcze ze skóry żubrowej,

I wiem, że po nich nie spalą się wdowy,

Że marnie zginą ci wielko-ludowie -

Zupełni pychą, energią i ciałem...

- Lecz nie tu koniec tego, co widziałem!



IV

Jest tam i plemię, co inaczej żyło:

Porozkiełznanych spuścizną warsztatów,

K t ó r e s i ę w i ę c e j n i ż k t o z b o g a c i ł o!

Najrealniejszych pełne demokratów -

Ideałowi nie podległe w niczem -

Wolne jak pieniądz, co się toczy krągło;

I wiem, że smaga je tatarskim biczem

Los ów, darzący pierwej ciszą ciągłą...





Wiem, że już milion blisko w pień wycięto

Tych zbogaconych i tych zapłaconych,

Doganiających się ofiarą świętą,

A kapitanów żądzą wyścignionych:

Ci - z Indian śmieją się... lecz ci i owi

Na pastwę idą historii-orłowi,

Co - nad ludzkością przelatując - woła:

"P r a c o w a ć b ę d z i e s z z p o t e m t w e g o C Z O Ł A!" 

 

 


W przypadku znalezienia błędu na stronie - prosimy o informację. kontakt


copyright © 2002 - 2010
www.Zaprasza.eu
oraz
Fundacja  Promocji  Kultury
Wszystkie prawa zastrzeżone