Władysław Broniewski

ŚMIERĆ

Patrzy przez okno dzień chory, trupio
Nabrzękły i siny.
Po korytarzu szpitalnym wolno przechodzą godziny.

Szaro. I cicho. I pusto. Niema radości ni smutku
Chmury się snują po niebie, jak chorzy
W ciasnym ogródku.

Palce, jak martwe pająki nad czymś
Się trudzą, mozolą,
W szklanym wazonie powiędły kwiaty
Pachnące karbolem.

Myśli, jak muchy jesienne, łażą, czepiają
Się sprzętów
Po raz ostatni skrzydłami biją o okna zamknięte.

Ktoś się zaczaił pod drzwiami.
Ktoś podsłuchuje i czeka.
Cicho, na palcach podchodzą –
Śmierć, zakonnica i lekarz. 

 

 


W przypadku znalezienia błędu na stronie - prosimy o informację. kontakt


copyright © 2002 - 2010
www.Zaprasza.eu
oraz
Fundacja  Promocji  Kultury
Wszystkie prawa zastrzeżone